niedziela, 20 lipca 2014

Magura Spiska i Pieniny czyli pisze wreszcie wykorzystując chwilę przerwy w pracy;)

Uczestnicy: Julka, Magda, Justyna, Kasia, gosia
Trasa: Zdziar-    - Szczawnica- Krynica
Termin: 31.05-2.06.2014
Cel: sprawdzić co słychać u południowych sąsiadów




Wyruszyłyśmy jak zwykle o jakiejś strasznej porze, żeby tylko przed 9 być juz w zakopanym. Tam, po dokonaniu czynności niezbędnych do przetrwania dalszego dnia (w tym Julkowe wypicie kawy), udałyśmy się do łysej polany. Jak narazie wszystko szło gładko i szybko Niestety, gdy doczłapałyśmy do przystanku po słowackiej stronie okazało się że autobusy tu owszem jeżdżą dość często, ale od 15 czerwca kiedy to w słowackich taterkach zaczyna sie sezon. hmm no wiec w ramach czekania na jakiś środek komunikacji próbujemy złapać stopa. Zabrał nas w końcu autokar z wycieczką dzięki miłemu przewodnikowi i przy okazji mogłyśmy posłuchać coś niecoś o okolicy. Wysiadłyśmy wreszcie w Zdziarze, gdzie szlak miał się zaczynać. Szukanie szlaków w miastach na ogół jest dość pokomplikowane a tu jeszcze zaskoczyły nas oznakowania. Zamiast normalnych pasków jak należy to jakies wielkie "C" namalowane na drzewach tyle że kolorowe. Czy to jest może oznakowanie "Claku" którym mamy iść?;). Zanim sie zorientowałyśmy że chodzi o szlak rowerowy już zdążyłyśmy stwierdzić, że idziemy na azymut i przelazłyśmy po łąkach i krzunach pełnych rosy. w międzyczasie troskliwi ludzie zdążyli nas ostrzec przed niedźwiedziami (to już druga wzmianka o niedziewiedziach tego dnia). Ale nic to w końcu gdzieś na szycie jakiś szlak się odnalazł, więc idziemy dalej. Dzień fajny bo nie za gorąco, mijamy pagórki łyse jak w bieszczadach więc widoczność po horyzont. Za nami tatry, po lewej pieniny i inne górki, z prawej wioski i miasta na słowacji. po drodze minęłyśmy kolejkę wyciągającą rowerzystów i zaliczyłyśmy wieżę widokową. A potem już tylko idziemy, idziemy, idziemy... i końca nie widać... . W sumie jak już udało nam się znaleźć nocleg to nogi nie chciały więcej współpracować;). 


A nocleg miałyśmy pieekny. W dziczy i głuszy, na łonie (martwej) natury. To znaczy znalazłyśmy pokój (ubytowanie) u rodziny zapalonych myśliwych. Więc nad głowami miałyśmy mieszkańców okolicznych lasów  przestworzy, którym nie udało się na czas uciec przed człowiekiem. Wieczornie świętowałyśmy kolejny skończony Lamsonowy rok życia wiec była impreza yeah:). I do łóżeczka po dniu pełnym wrażeń każdy już chyba o tym marzył. Tylko Justyna całą noc dalej pracowała bo nocnie miała dłuugie dyskusje przez sen;).

Następny dzień - udajemy się powoli na stronę już polską. Początek niestety prowadzi nas asfaltem ale na jego końcu czeka nas nagroda w postaniu lodów u Piera. A potem już włazimy na szlak. Mijamy babcie ze stadem kóz i zaczynamy się wspinać na jakiegoś stromego pagórka. Mocno się przy tym zasapałyśmy, ale dla tego widoku z gory było warto! Plan jest na zdobycie słynnego Czerwonego klasztoru, który ja jakoś zawsze tylko oglądałam z pienińskich szczytów i nigdy dotąd nie było mi tam po drodze.



Czerwony Klasztor (słow. Červený kláštor) – kompleks klasztorny na Słowacji w miejscowości Czerwony Klasztor nad Dunajcem, na pograniczu Pienin i Magury Spiskiej.
Został on ufundowany w 1319 przez węgierskiego magnata Kokosza Berzewiczego. Fundacja ta była częścią kary, jaką miał on ponieść za zabicie Chyderka z rodu Györgów (za karę miał ufundować 6 klasztorów oraz zamówić w nich 4 tys. mszy). Budowę klasztoru rozpoczęto w 1330, była ona również wspierana przez polskich królów: Kazimierza Wielkiego i Królową Jadwigę, . (...). Zamieszkany był początkowo przez mnichów z zakonu kartuzów a później kamedułów. (...)Rozbudowywali oni obiekt i wznosili dalsze budowle: domki–pustelnie, szpital, aptekę, zajazd dla podróżnych i wieżę kościoła. Zakon działał do lat 80. XVIII, kiedy został skasowany przez cesarza Józefa II. W1934 preszowski oddział KCST wydzierżawił go na 50 lat i przeprowadził prowizoryczny remont, w latach 1952–1968 przeprowadzono remont generalny, a cały obiekt został uznany za narodowy pomnik kultury.



Najbardziej znanym mnichem z Czerwonego Klasztoru był mnich Cyprian (Franz Ignatz Jäschke). W klasztorze pełnił obowiązki lekarza,cyrulika i aptekarza. W przyklasztornych ogrodach uprawiał zioła, z których sam sporządzał leki.
Znany też jest pod przydomkiem Latający Mnich, według opowieści miał na własnoręcznie skonstruowanej lotni zlecieć ze szczytu Trzech Koron na dziedziniec Czerwonego Klasztoru lub, jak głosi inna legenda, przelecieć nad Morskim Okiem, gdzie został zamieniony w skalny głaz, nazywany do tej pory Mnichem.

Byłyśmy, widziałyśmy:). Następnie udałyśmy się do Szczawnicy, skąd Kasia i gosia wybyły nocnym autobusem do Warszawy, a reszta wycieczki dojechała do Krościenka żeby tam odnaleść nocleg i z rana ruszyć na podój pienińskich szlaków.

(Osobiście powinnam zacząć od tego, że jednak nie należy zabierać nowych butów na wycieczkę nawet w małe górki;).



1 komentarz:

  1. Kolejny nocleg znalazłyśmy (Julka, Magda i Justyna) u lokalnego DJa ;) Następnego dnia udałyśmy się bardzo przyjemnym szlakiem do Czorsztyna. Trochę padało, ale nie za bardzo :) Po drodze spotkałyśmy owieczki w bacówce. Po dotarciu do celu rozjechałyśmy się każda w swoją stronę :)

    OdpowiedzUsuń