Trasa: Tatranska Javorina - Zelene Pleso - Zbojnicka Chata - Lysa Polana
Termin: 15-17.08.13
Cel: test wytrzymałości materiału
"spokojnie, zobaczysz będzie pięknie!"
"Spokojnie" czy raczej kolokwialne "spoko" to była odpowiedź na większość pytań na temat naszej wyprawy o rosnącym stężeniu wraz ze zbliżającym się terminem wyjazdu. Chociaż realnie tak "spoko" to nie do końca wiedziałam czy będzie - teraz to mogę powiedzieć. Tak na prawdę to miałam trochę stresa jak to wyjdzie, bo jako jedyna znałam tą trasę sprzed pewnie 5 lat i pamiętałam ją jako "zlekka" męczącą. Jednak śmiało dziś mogę powiedzieć że moje obawy okazały się niepotrzebne. "My nie damy rady?!"
Ale zacznijmy od początku...
Ale zacznijmy od początku...
Zbliża się długi weekend sierpniowy, kijowy termin żeby wyjeżdżać gdziekolwiek, bo cała Polska od morza aż do tatr zapenia się wtedy turystami. Jednak wolne jest, szkoda w mieści siedzieć, a o wyprawie w tatry na kilka dni rozmawiałyśmy przecież już od dawna. Padł więc pomysł, żeby jechać na Słowację- hej! Ale najpierw do Zakopca, gdzie ludzi jak mrówek, a każdy zmotoryzowany wiec korki tragedia. Udało nam się jakoś na szczęście wypakować z zatłoczonego busa i oto jesteśmy na szlaku - kierunek schronisko przy zielonym plesie. Ruszyłyśmy z kopyta - piątka dziarskich (a nawet "cipurnych" jak rzekł pan słowak w schronisku) kobitek z wielkimi plecakami, musimy wyglądać ciekawie bo ludzi nas na szlaku zaczepiają i robią nam zdjęcia. Julka lansuje się muchowymi okularami i romansuje z Magdą, Magda ma śpiwór na zewnątrz plecaka i do tego nie zabrała aparatu, ale ratuje się zabraniem winiacza, Marysia unika zdjęć i próbuje się pogodzić z faktem przepłacenia za krem do opalania, Justyna chowa się po krzakach i robi milion zdjęć na minute, a mnie na pierwszej prostej obcierają buty. Czyli jest pięknie;). W schronisku przy zielonym plesie (na prawde jest zielone!) dostajemy piekne miesjce na strychu i idziemy na wycieczke połączoną z degustacją Magdowego wina (dalej nie wiem jak ona sie zdołała spakować do takiego małego plecaka i jeszcze tachać szklana butelczynę;).

A następnego dnia pobudka o 6.30 żeby na spokojnie zdązyć z długą trasa. Dzień zaczynamy od sporego podejścia na Vielką Svistowke, a widok po drodze niesamowity. Ze szczytu oglądamy panoramkę słowacji i uwieczniamy dzielną ekipię takim pięknym zdjęciem o:
Potem robimy sobie jeszcze krótki wypad na polski grzebień i piknik z plażingiem nad Litvorowym plesem, po nerwowym wspinaniu życie znowu jest piękne;). I zaczynamy mozolną i strasznie długą drogę w dół do samej łysej polany. Zmęczone, ale dumne kończymy przygodę taterkową. Dziękuję wszystkim za piękną wyprawę :D
"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj." Mark Twain
A następnego dnia pobudka o 6.30 żeby na spokojnie zdązyć z długą trasa. Dzień zaczynamy od sporego podejścia na Vielką Svistowke, a widok po drodze niesamowity. Ze szczytu oglądamy panoramkę słowacji i uwieczniamy dzielną ekipię takim pięknym zdjęciem o:
Po przejściu Svistowki niestety czeka nas droga mocno w dół i to z toną turystów, którzy na luzaka wyjechali kolejką na łomnicę. Bieg z przeszkodami czas zacząć - trochę jak na autostradzie, z tym że trzeba jeszcze uważać żeby się nie poślizgnąć. W koncu jednak wchodzimy do Vielkiej Studenej Doliny (co jak sama nazwa wskazuje oznacza dolinę staroleśną:P) gdzie można odetchnąć trochę od tłumów. Czeka nas jednak jeszcze spory szmat drogi o przejscia, na szczęscie teraz już pod górę. Po drodze spotykamy biednego pana tragarza.
Nosicz (słow. nosič) – tatrzański tragarz charakterystyczny dla słowackiej części Tatr. Nosicz to osoba, która dostarcza do schronisk górskich wszystko, co jest potrzebne do funkcjonowania tych schronisk np. paliwo, wodę, jedzenie. Ich ładunki ważą ok. 60–80 kg, zarówno w lecie, jak i zimie. W drodze powrotnej natomiast tragarze znoszą w dół śmieci ze schronisk.
Schroniska słowackie cechuje to, że są one położone w wysokich partiach gór, teren jest tam trudno dostępny dla jakichkolwiek pojazdów, cała zaopatrzenie wnoszą wiec wspomniani tragarze.(z wikipedii)
Tym razem czeka nas nocleg w Zbójnickiej chacie. W schronisku tłumy, załapujemy się więcej na przytulny kawałek podłogi pod stołami. A wieczorem Magda z Marysią nawiązują międzynarodowe znajomości z sąsiadami zza południowej granicy, podczas gdy reszta dokształca się literaturowo lub po prostu stara się nie zasnąć na stole. To był długi dzień, lecz ten najcięższy tak na prawdę przed nami.
Swoją drogą w takich górkach czuje się pełno sprzeczności. Z jednej strony idziesz pod górę, męczysz sie, pocisz i sapiesz, a potem gdy trzeba schodzić stwierdasz, że jednak łatwiej się podchodzi pod górę. Niby idziemy w grupie, ale tak na prawdę to większość czasu nie ma siły na rozmowy i itak idziesz zagłębiony we własnych myślach. Niby złazisz z takich gór ledwo żywy z odciskami na nogach i ramionach, ale już myślisz o kolejnej wyprawie...
Trzeci dzień - idziemy na Prielom i dolinę białek wody. Humory dopisują, nie spieszymy się specjalnie z wymarszem więc schronisko juz prawie bezludne gdy wyruszamy. Mijamy parkę która próbuje sfocić świstaka (potem będziemy się jeszcze mijać kilka razy), grupkę starszych Polaków i trójkę (chyba) Węgrów. Widoki wokół trochę jak wycieczka na Marsa - wszędzie tylko kamienie i skały. Podejście na Prielom to fajna zabawa dla tych co lubią się wspinać, bo trochę faktycznie trzeba się tam namocować i namachać rękami, choć z tego co pamiętam najlepsze jeszcze przed nami. Wyłazimy wreszcie na górę, żeby stwierdzić że dalsza droga wita nas łańcuchami lub drabinką. Staram się nie patrzeć w dół i mam nadzieje ze uda się to jakoś szybko załatwić. Ale jesteśmy twarde, w końcu nie takie rzeczy...;)
I chyba dobrze Madzik to podsumowała cytatem:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz